Producenci lodówek, pralek czy elektroniki kupują komponenty do ich produkcji za dolary. Od maja amerykańska waluta poszła w górę aż o 14%.
Drogi dolar wywinduje ceny AGD i RTV jeszcze w lipcu. Jak prognozuje Wioletta Batóg z Media Saturn Holding Polska, podwyżki sięgną od 5 do 20%.
Największe skoki cen dotkną urządzeń, do których produkcji wykorzystuje się stal, za która producenci rozliczają się w dolarach. Wzrosną również ceny sprzętów nafaszerowanych elektroniką - produkowane są na Dalekim Wschodzie, a tam obowiązującą walutą jest dolar.
Udział stali i elektroniki w cenach AGD to ponad 40%. To one w dużym stopniu decydują o ostatecznej cenie pralek, lodówek czy telewizorów. W przypadku małego AGD, które w zdecydowanej większości produkowane jest w Azji, wzrosty cen mogą być największe.
Podwyżki obejmą praktycznie wszystkie urządzenia elektroniczne - albo produkowane w Azji, albo te, do których komponenty są sprowadzane z tego kontynentu. Zdrożeją komputery, laptopy, sprzęt foto i RTV.
Wielu producentów przewidywało wzrost cen już na początku roku, jednak nie uzależniali ich od wysokości dolara, ale ze wzrostem popytu na urządzenia chłodnicze, jaki następuje zwykle na początku lata. Wraz z temperaturą w górę miały pójść ceny lodówek i wentylatorów. To dzięki nim powinno przyjść odbicie na rynku. Prognozy się sprawdziły, do tego stracił złoty, a w górę poszedł dolar.
Według producentów podwyżki są konieczne, gdyż sprzedawany w Polsce sprzęt jest najtańszy w Europie. A do tego rośnie skala recyklingu - aż o 50% w skali roku.
Są jednak producenci, którzy deklarują zachowanie dotychczasowych cen. Panasonic rozlicza się ze swoimi dostawcami w euro lub jenach, a obie waluty tracą na wartości. Bosch Siemens kupuje komponenty w strefie euro, więc wzrost kursu dolara nie wpływa na jego działalność.