Firefox Firefox - Strona startowa

Aby ustawić stronę http://www.salesnews.pl jako swoją stronę startową:

salesnews.pl Przeciągnij i upuść logo "SN" znajdujące się obok na ikonkę strony domowej (domek) na pasku Twojej przeglądarki

Potwierdź wybór klikając "Tak"

Strefa menedżera

Źródło: www.sxc.hu

Szkoleniowa puszka Pandory, czyli czy rywalizacja jest tak zła, jak jej PR?



Rywalizacja? W opinii wielu jest niczym puszka Pandory, której otwarcie pociąga za sobą następstwa w postaci konfliktów, wycieczek osobistych, ujawniania skrywanych antypatii. Oczywiście, ludzie rywalizowali zawsze i rywalizować będą. Ale po co tę tendencję podsycać, drażnić, wprowadzając element współzawodnictwa podczas szkoleń pracowników i team-buildingu? Nie ma bezpieczniejszych metod szkoleniowych? - takie opinie są częstą odpowiedzią na propozycję wprowadzenia gier podczas szkolenia.

Obawy nie dotyczą więc samej formy gry, ale wpisanej w nią rywalizacji. Czy dałoby się zatem zrobić grę bezpieczną, pewną, nie niosącą ze sobą ryzyka? Może i dałoby się, ale niestety, jest obawa, że nikt nie chciałby w nią grać. Dlaczego atrakcyjna dla uczestników miałaby być rozgrywka,
w której należy wykonać szereg skomplikowanych czynności, nie otrzymując nic w zamian? I dlaczego mielibyśmy je robić coraz lepiej (a o to w końcu w szkoleniu chodzi)?

Homo ludens

To zła wiadomość. Ale jest i dobra. W swojej książce Homo ludens Johan Huizinga opisał cztery formy grania, z których klasyczna gra z wygranymi i przegranymi jest tylko jedną opcją. Huizinga nazywa ją agon. Oprócz niej wyróżnia jeszcze mimesis, czyli gry oparte na naśladownictwie, alea - gry losowe, oraz ilinx - czyli gry polegające na pokonywaniu wyzwania.
A zatem gra nie musi polegać na walce jednych przeciwko drugim - choć często się ją tak rozumie. Tymczasem w tym głębokim, kulturowym znaczeniu grą jest także taniec towarzyski (mimesis), totolotek (alea), czy też udział w maratonie (ilinx). Gry szkoleniowe, o których coraz głośniej
w kontekście rozwoju pracowników, czerpią z każdej z tych form i bynajmniej nie stawiają na pierwszym miejscu potyczek między zespołami. Przeważająca ilość gier szkoleniowych, które znam, nie opiera się na udowodnieniu pozostałym zespołom swojej wyższości, lecz na wykonaniu określonego zadania w przeznaczonym na nie czasie. Zwycięzcą jest zatem ten, kto odniósł sukces rozumiany jako pokonanie przeszkód, własnych słabości i zrealizowanie założonego celu. A to oznacza, że zwycięzców może być wielu. Różnica jest taka, że zespół jest skoncentrowany na wyzwaniu, przed jakim stanął, nie zaś na tym, by pozostałe zespoły danemu wyzwaniu sprostały jak najgorzej.

Czy rywalizacja zabija ducha zespołowości?

Sęk w tym jednak, że dla niektórych to za mało. Potrzeba rywalizacji nie jest rozdzielona między ludzi po równo - jedni wydają się być jej niemal pozbawieni, podczas gdy dla innych stanowi podstawowy motor do działania. Zawsze znajdą się więc tacy, którym nie wystarczy laur tego, kto sprostał wyzwaniu - chcą wiedzieć, kto sprostał wyzwaniu NAJLEPIEJ. Temu służy końcowe porównanie wyników zespołów. To, na ile otworzy ono puszkę Pandory, może być kontrolowane przez prowadzących grę. Wystarczy chociażby ogłosić zwycięzców w różnych kategoriach, wprowadzając różnorodne kryteria (np. czas, koszt, dokładność itd.). Lub - zapoznać uczestników z wynikiem rekordowym, zamieniając rywalizację między zespołami na próbę bicia anonimowego rekordu.

A zresztą - czy rywalizacja ma na pracowników wyłącznie negatywny wpływ? Zdania psychologów są podzielone. Przeciwnicy widzą rywalizację jako wroga współpracy. Ale czy rywalizując z innym zespołem drużyna nie konsoliduje się pod wspólnym hasłem „wszystkie ręce na pokład"? Czy grając o dużą stawkę team nie jednoczy się, zgadza się na ustępstwa, aktywizuje wszystkich swoich członków? 

„Uważaj, żebyś nie pozwolił sprawom za bardzo urosnąć"

Przeciwnicy wytaczają też inne działo: rywalizacja rodzi agresję. Chociażby w popularnej teorii Mortona Deutscha jest ona definiowana jako „chęć zwycięstwa za wszelką cenę" - to brzmi drapieżnie, prawda? I nie dziwi mnie, że takiej rywalizacji działy HR nie chciałyby firmować. Ale wystarczy słowo „rywalizacja" zastąpić łagodniejszym „współzawodnictwem", czy też „konkurowaniem"  i od razu obraz jest inny - przychodzą nam do głowy skojarzenia ze sportem, turniejem, szrankami.  Te zaś  mają w swym znaczeniu pewien niewidoczny na pierwszy rzut oka pierwiastek umowności. To nie jest walka na śmierć i życie, w której wygrana jednych będzie oznaczała koniec drugich. Wolę myśleć
o rywalizacyjnych grach szkoleniowych jak o zawodach, w których najlepsi stają w szranki
z najlepszymi, by przeskoczyć ponad poprzeczkę. Tu walczy się o tytuł, laur, trofeum, ale nie o rację bytu.

  „Uważaj, żebyś nie pozwolił sprawom za bardzo urosnąć" - powiedział Włóczykij do Muminka na łamach jednej ze skandynawskich opowieści. To dobra przestroga dla prowadzących gry - w końcu to od nich zależy, na ile wątek rywalizacyjny zostanie wyeksponowany. To oni nadają mu znaczenie. Jeśli zależy im, by rywalizacja spełnia wyłącznie funkcję czynnika motywującego, niech gra nie będzie jednocześnie narzędziem eliminacji „słabych ogniw" - nie służy ocenie pracowniczej, nie będzie poddawana analizie, w której personalnie uczestnicy będą musieli wytłumaczyć się ze swoich zachowań podczas rozgrywki.

Rywalizacyjne BHP

Przypuśćmy, że kogoś przekonałam. Że ktoś, doczytawszy do końca poprzedni akapit, chciałby sięgnąć po to narzędzie, planując szkolenie. Zwróćmy uwagę na słowo narzędzie - kojarzy się z czymś niebezpiecznym, prawda? Siekiera, piła są bardzo przydatne, ale trzeba umieć z nimi postępować, by się nie pokaleczyć. Podobnie z grą szkoleniową. Rywalizacyjne BHP zakłada, że należy zrobić wszystko, by „gaszenie pożarów" nie było konieczne. Co na przykład? Jasno określić zasady i konsekwentnie się ich trzymać. To brzmi jak banał, dopóki grę prowadzi jeden trener, ale gdy jest ich kilku, niesłychanie ważne jest by interpretowali zasady w sposób podobny. Co jeszcze? Zadbać o poczucie bezpieczeństwa uczestników - ustalić z nimi obowiązujący podczas gry szkoleniowej kontrakt. Przemyśleć nagrody - by były wystarczająco atrakcyjne, ale jednocześnie adekwatne wobec gry. By było ich dość na wypadek remisu. By była szansa docenienia tych, którzy nie wygrali, ale zaangażowali się w grę. Otworzyć i zamknąć grę fabularną klamrą - by dać uczestnikom możliwość łagodnego wyjścia z gry, odreagowania jej i spokojnego powrotu do rzeczywistości.  A nade wszystko zachować dystans i traktować grę z lekkim przymrużeniem oka. Co wszystkim na dobre wyjdzie.


Maja Dobkowska, Exprofesso konsultant edutainment, trener

Polecamy

Śniadanie Liderów Sprzedaży

Najświeższe newsy w każdą środę w Twojej skrzynce za darmo!

 

Podziel się swoją opinią





Powiązane artykuły

Szkolenia firmowe zgodne ze strategią

W wielu firmach szkolenia pracowników, o ile w ogóle są realizowane, nie opierają się na żadnych strategicznych założeniach.
09.12.2014

„Dowieźć wynik” czyli efektywny menedżer sprzedaży

Firmy inwestują w szkolenia najlepszych sprzedawców i chętnie promują ich awansem na menedżerów sprzedaży. Bywa jednak, że nie radzą sobie oni w tej roli najlepiej...
10.09.2013

„Dowieźć wynik” czyli efektywny menedżer sprzedaży

Firmy inwestują w szkolenia najlepszych sprzedawców i chętnie promują ich awansem na menedżerów sprzedaży. Bywa jednak, że nie radzą sobie oni w tej roli najlepiej...
04.06.2013

Style i role kierownicze polskich szefów cz.1

Blisko pięciuset polskich szefów poddano badaniu „Mapa Stylów i Ról Kierowniczych” (wykorzystywanym na co dzień w szkoleniach zamkniętych i ocenie menedżerów). Odpowiadali oni na 80 pytań behawioralnych.
04.02.2013

8 kroków do udanego szkolenia outdoor

Szkolenie outdoor kosztuje, często niemało. I jak wszystko, na co wydajemy w firmie pieniądze, ma przynieść maksymalne korzyści. Co zrobić, by zysk z zainwestowanych pieniędzy był wysoki i trwały?
25.01.2013

Trudni klienci, trudni handlowcy… czyli jak się odnaleźć w sprzedażowej codzienności?

Szkolenia z tematyki radzenia sobie z trudnymi klientami niezmiennie cieszą się popularnością wśród handlowców. Potrzeba skutecznych recept, pigułek i zasad przyciąga bezradnych sprzedawców.
31.12.2012

Rewolucja w zarządzaniu sprzedażą – już w Polsce!

Czemu szkolenia sprzedażowe nie przynoszą oczekiwanych rezultatów? Dlaczego nie sprawdzają się programy coachingowe? Odpowiedź jest prosta: wystarczy złamać kod do zarządzania sprzedażą!
14.11.2012

Analiza potrzeb – a po co?

Nie ma chyba sprzedawcy, który nigdy nie słyszał o analizie potrzeb. Ja przynajmniej takiego nie spotkałem. Wszyscy o niej wiedzą i wszyscy ją robią. Dlaczego? Bo wszystkie mądre książki i szkolenia sprzedażowe tak mówią. Trzeba i kropka. Czy jednak ktoś zadał sobie kiedykolwiek pytanie: po co? Po co robić analizę potrzeb?
29.03.2012

Gdzie można znaleźć klienta? Prasa.

Przeprowadziłem kiedyś eksperyment, w trakcie szkolenia stacjonarnego rozdałem sprzedawcom (prowadzącym sprzedaż do klientów biznesowych) kilka różnych gazet.
21.12.2011

Trudne spotkania działu sprzedaży

W wielu firmach panuje zwyczaj organizowania, co tydzień lub rzadziej np. co dwa tygodnie, spotkań przedstawicieli handlowych i szefa działu sprzedaży. W teorii spotkania te mają motywować sprzedawców i służyć podwyższaniu ich kompetencji poprzez stałe szkolenia. W praktyce jednak, te regularne pogadanki zazwyczaj nie cieszą się wśród handlowców zbyt wielką popularnością.
08.11.2011